czwartek, 25 maja 2017

NARODZINY GÓWNOPRAWDY



- A wie pan, że niedaleko nas istnieje niewielki kraj, w którym lekarz wklepuje receptę w komputer i wszystkie apteki mogą ją sobie wyświetlić na swoich komputerach? - nieśmiało zagaiłem młodego farmaceutę, gdy ten przez dłuższą chwilę próbował rozszyfrować lekarskie zapiski na mojej recepcie, przypominające połączenie pisma klinowego z węzełkowym.

Zza kontuaru odezwał się człowiek najwyraźniej będący w temacie: - Wie pan, Islandia to ciekawy kraj. Ma wiele plusów - na przykład pozbyli się McDonalda...

Po tych słowach poczułem: no nie chcem... Ale muszem.


Lubię zaglądać na wszelkie materiały dotyczące Islandii w celach poznawczo-porównawczych, jak to inni widzą kraj, w którym przyszło mi kiedyś spędzić kilka lat swojego życia. Z tych to powodów natrafiłem na serię filmów z człowiekiem dotąd mi zupełnie nieznanym. Po krótkim rozeznaniu się w temacie zorientowałem się, że jestem kompletnym dinozaurem, bo Krzysztof Gonciarz - to o nim mowa - to dość znana postać we vlogowym świecie.
Z początku jego serii na YT o Islandii było nawet fajnie, choć od razu filmy wydawały mi się trochę nazbyt efekciarskie, jak na mój gust, ale wiem, że większość ludzi to lubi, więc spoko - przystosuję się. Wybaczyłem też mieszanie ujęć z różnych wodospadów (Seljaladsfoss i Skógafoss), wybaczyłem nieznajomość nazw odwiedzanych miejsc - jak się ma za przewodnika "przewodnika i gospodarza" człowieka kwitującego pytania o nazwę wodospadu "nie wiem", to trudno oczekiwać czegoś innego od człowieka zaglądającego na wyspę na chwilę.

Ale gdy doszedłem do fragmentu jednego z filmów, w którym Krzysztof Gonciarz "ma ochotę na maka", to lekko zagotowało się we mnie, gdy usłyszałem, co ma do powiedzenia w kwestii braku maka na Islandii:
"Ta restauracja nazywa się Metro i stoi za tym śmieszna historia. Jakiś czas temu na Islandii otworzył się McDonald's. Nie cieszył się popularnością ani zainteresowaniem, więc został zamknięty i przemianowany na Metro. [...] Ale muszę przyznać, że szanuję - Islandia to jest kraj, który dał odpór McDonaldowi".

Serio? Ktoś przez 16 lat dokładał do nierentownego biznesu (McDonald's funkcjonował na wyspie w latach1993-2009)? Przez tak długi czas bezskutecznie kusił Islandczyków?

W pierwszej chwili chciałem prostować, protestować, ale po co...? Po co to robić, skoro w komentarzach największe zainteresowanie poświęca się Weronice, która "powinna założyć vloga" oraz "Słodkiej Kasi". Poza tym "przywalanie" znanej i lubianej w sieci postaci utonęłoby w powodzi komentarzy, więc nie warto było w mojej sytuacji rzucać się z motyką na słońce - nie mam nawet promila popularności adwersarza, więc moje prostowanie faktów byłoby w zasadzie gadaniem do ściany, tudzież walką z wiatrakami.

No ale ten farmaceuta... No i przypadkowo dotarłem do wywiadów z cyklu "Szczerze z Youtuberem", w których wystąpił też Krzysztof Gonciarz.

W wywiadzie, na pytanie prowadzącego: "czy wkurza ciebie egzotyzowanie Dalekiego Wschodu", w odpowiedzi przelała się taka mała kropelka goryczy...
"To jest takie moje dyskretne hobby, szukanie w internecie artykułów z ciekawostkami o Japonii [Krzysztof Gonciarz mieszka od jakiegoś czasu w Japonii i ma się za eksperta od tego kraju, czego nie neguję, bo... tym krajem się nie interesuję - przyp. moje] i takie niszczenie ich sobie w głowie albo w komentarzu. Mówiłem wcześniej, że nie lubię hejtować... To nie jest hejtowanie, ale lubię tak merytorycznie niszczyć bzdury na temat Japonii".

To tak jak ja...

Mam świadomość, że nie mam zasięgu, aby niszczyć bzdury na temat Islandii, ale tak od siebie, dla siebie... Merytorycznie: Maka wykończył kryzys, nie to, że pies z kulawą nogą tam nie zaglądał. Ponoć produkty teraz używane do produkcji buły z mięchem, a przynajmniej ich część, niewiele różnią się od tych, gdy zamiast szyldu Metra widniało w trzech miejscach Reykjaviku wielkie żółte M, więc... Jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o... No właśnie. Gdyby nie to, że w kryzysie kurs korony spadł na łeb, na szyję, to przypuszczać należy, że nadal byłoby po staremu.

Taka "śmieszna historia", panie Gonciarz.



czwartek, 28 lipca 2016

NIE LEPIEJ TO GONIĆ KRÓLICZKA?




Czytam o nowej modzie, która nie ominęła - a niby dlaczego miałaby? - również Islandii, czyli o szukaniu wirtualnych stworów w realnym świecie. Z tej okazji wygrzebałem z mojego archiwum zdjęcia, przy których można by podyskutować o wyższości łapania żywego króliczka nad uganianiem się za wirtualnym Pokemonem (zdj: Hfj 23 listopada 2007).






środa, 15 czerwca 2016

ISLANDZKIE 500+




Widzę, zerkając przypadkowo na stronę tytułową "Freci" sprzed kilku dni, że Islandia wprowadza swój własny program 500+. Ale w tym przypadku rząd nie daje, ale odbiera. Tym samym wprowadzany jest w życie plan, o czym wspominałem (TUTAJ) rok temu.

W Þingvellir wprowadzono od 16 maja tego roku opłaty za parkingi tym tłumnie odwiedzanym przez turystów miejscu, które nie jest może szczególnie wyjątkowym ze względów krajobrazowych, ale ze względów historycznych jak najbardziej - w roku 930 zebrał się tu po raz pierwszy islandzki parlament. Z tych ostatnich względów, w tym miejscu w 1930 roku utworzono park narodowy, który w 1972 wciągnięto na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Całodobowa opłata, ważna na trzy z pięciu parkingów w rejonie parku narodowego (TUTAJ MAPKA), wynosi właśnie 500 islandzkich koron za samochód osobowy, za mikrobusy i autokary: 750 - 3000 ISK (CENNIK). Nie są to sumy powalające z nóg, ale...

Po prostu fajnie było z tą powszechną nieskrępowaną opłatami dostępnością. Z tych sentymentalnych względów zamieszczam kilka moich archiwalnych zdjęć, gdy opłat jeszcze nie było (ale był hotel widoczny na zdjęciu lotniczym, który spłonął kilka dobrych lat temu). No i tłumów też jeszcze nie było. I choć wysokość opłat nie zrujnują budżetu, to coś mi się wydaje, że zaczną się porady podróżowania "za grosik" z nocnym (co w okresie letnim nie oznacza: po ciemaku) smakowaniem Islandii, bo pracownicy pobierający i czuwający nad ściąganiem opłat w tym i innych atrakcjach turystycznych, pojawiają się w godzinach dziennych.