środa, 6 sierpnia 2014

WRAK SAMOLOTU - FAKTY I MITY




Dawno temu wspominałem, że nie podejmę się sugerowania komukolwiek, co ma koniecznie zobaczyć odwiedzając Islandię. I nadal tego się trzymam. Zrezygnowałem więc przy okazji zamieszczenia powyższego zdjęcia ponad rok temu z podawania wskazówek dojazdu do wraku samolotu na południowym wybrzeżu. Patrząc jednak na to, jak z roku na rok coraz więcej blogów i portali zachwyca się tym miejscem i jak coraz więcej widzę - wyssanych z palca? - pojawiających się wraz z tymi relacjami szczegółów wypadku, tym większą chęcią zapałałem do "wykopków", aby rozeznać się w temacie (na ile się da).

Generalnie wg. znalezionych publikacji zgadzał mi się tylko rok awaryjnego lądowania Dakoty - 1973 - oraz pozycja wraku, choć i tu występowały drobne różnice. Z dokładnością do drugiego miejsca "po przecinku" namiary wyglądają tak: 63st 27' 33" N i 19st 21' 53" W (nadal nie wiem jak robi się te kółeczka oznaczające stopnie). Nie znalazłem natomiast potwierdzenia przeczytanej na polskim portalu o Islandii informacji jakoby awaryjne lądowanie wynikło z braku paliwa (nawiasem mówiąc, na anglojęzycznych stronach można znaleźć rewelacje, że miejscowi rolnicy przez rok korzystali z... paliwa, które Amerykanie zapomnieli wypompować z wraku). Natomiast w osłupienie, które później przerodziło się w rozbawienie, przeczytałem słowa na internetowej stronie Daily Mail (TUTAJ daję linka, bo duże zdjęcia są tam): nawet data katastrofy jest owiana tajemnicą, gdyż [nieznana mi bliżej] Aviation Safety Network określa datę na sobotę 24 listopada, podczas gdy islandzka prasa sugeruje, że miało to miejsce 21 listopada. Nie ma to jak stworzyć atmosferę tajemniczości - wtedy lepiej temat się sprzedaje. Dzisiaj, w czasach internetowych mediów z łatwością można by stworzyć taką "tajemniczość", ale w latach 70.(?). Trudno byłoby z 3-dniowym wyprzedzeniem wydrukować papierową gazetę z informacją o przyszłym wypadku (TUTAJ MBL z 22.11.73), a już mistrzostwem świata byłoby umieszczenie zdjęcia z miejsca awaryjnego lądowania na dzień przed jego zaistnieniem (TUTAJ MBL z 24.11.73). Nie wiem, czy gazeta i inni autorzy stron, na których zamieszczają te legendy, wyobrażają sobie może, że pilot samolotu "zasugerował się" prasowymi rewelacjami i... postanowił awaryjnie lądować?

Zdj. Morgunbladid - KLIKNIJ aby powiększyć
Teraz garść gazetowych faktów, bo takie mnie przekonują.
21 listopada 1973 ok. godz. 14 samolot transportowy US Navy Douglas Dakota typu C-117 w czasie lotu z Höfn do Keflaviku z powodu awarii silników zmuszony został do awaryjnego lądowania. Na pokładzie znajdowało się 7 osób - załoga i pasażerowie - wszyscy Amerykanie. Początkowo do akcji ratowniczej zaprzęgnięto łodzie i statki będące w okolicy, gdyż wysłany meldunek mówił o awaryjnym wodowaniu w okolicach Vik. Jednocześnie na ratunek z Keflaviku wysłano 3 myśliwce Phantom i 2 śmigłowce. Dość szybko zlokalizowano samolot na piaskach Sólheimasandur w pobliżu rzeki Hólsá. Szczęśliwie, nikt z 7 osób znajdujących się na pokładzie nie odniósł poważniejszych obrażeń. Jest jeszcze wzmianka, że "obecnie samolotu pilnuje dwóch amerykańskich żołnierzy". Dalszego ciągu wydarzeń można się domyślać, bo nie znalazłem na ten temat informacji, ale są logiczną konsekwencją tego, co dzisiaj widzimy na piaskach na zachód od miejscowości Vik: postanowiono co cenniejsze części i wyposażenie maszyny wymontować a kadłub pozostawić na pastwę losu - takie rozwiązanie najprawdopodobniej podpowiadała ekonomia i ówczesne możliwości techniczne. Ile z całości pozostawiono? Pewnie tylko w dokumentach US Navy można takie szczegóły znaleźć. Być może później część blach pozostawionego wraku wykorzystali okoliczni rolnicy(?), ale to wszystko już czyste spekulacje i dorabianie legend, aby ubarwić marność rzeczywistego widoku.


Jak tam dojechać? Gdy już się wie, gdzie wrak się znajduje, ten jasno połyskujący element na tle ciemnego tła krajobrazu można dojrzeć z krajowej "jedynki", ale jak się nie wie... Kluczowym elementem jest brama w ogrodzeniu - trzeba wiedzieć, którą sobie otworzyć i przez nią wjechać. Dalej to już prościzna. Łatwiej będzie mi wytłumaczyć dla podróżujących od strony Reykjaviku.

 AKTUALIZACJA 2019: Poniższe słowa nie mają już chyba najmniejszego sensu, gdyż miejsce, w którym trzeba się zatrzymać na "jedynce", aby obejrzeć wrak, jest wyraźnie oznaczone - jak przystało na jedną z największych atrakcji turystycznych.
Jadąc "jedynką" mijamy drogę nr 221 odchodzącą w lewo do Sólheimajökull (jęzora lodowca schodzący z Mýrdalsjökull). 2,5 kilometra od tego miejsca powinniśmy znaleźć bramę w ogrodzeniu ciągnącym się po prawej stronie. Jest to ostatnia brama przed pierwszym mostem jaki napotkamy za drogą 221. Minąłeś most - znaczy się, jesteś za daleko - musisz zawrócić i zjechać przy pierwszej napotkanej bramie. Przez pierwsze 400 metrów szutrowa droga skosem odchodzi od "jedynki", do pola uprawnego, by później wzdłuż pola... Tu już mamy raczej tylko zarys drogi, ale jadąc cały czas w kierunku morza (ok. 4 km) musimy w końcu dojrzeć jasną skorupę wraku. Mitem jest jakoby dotrzeć tam można było jedynie pojazdem z napędem 4x4. Swobodnie można dojechać zwykłą osobówką, czego osobiście dokonałem kilka razy (oczywiście mówię o porze letniej).



6 komentarzy:

  1. Polecam toto do przeliczania stopni. http://kastamasta.ovh.org/opencaching/ Wrzucasz cyferki do najniższej linijki i masz oczko na mapie wraz z przeliczeniem na inne formaty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za podpowiedź. Swoją drogą, w dobie powszechnego posługiwania się współrzędnymi geograficznymi mógłby taki znak być po prostu na klawiaturze.

      Usuń
  2. Dziękuje bardzo za informację :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ostatnio pobazgrali tam cos na rozowo :( z kazdym rokiem wraku mniej a podpisow typu: tu bylem - wiecej. Rodacy tez lubia sie popisac. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy słusznie, ale mam wrażenie, że wrak cieszy się coraz większą popularnością wśród turystów, choć to takie nic na pustkowiu (może dlatego?).
      Na różowo mówisz - to dziwne, teraz w modzie są kolory tęczy.
      Pozdrawiam. :)

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.